Gadżety reklamowe - gadżetomania
Jakiś czas temu natknęłam się w sieci na forum, które zrzesza ludzi, którzy uwielbiają wszystko , co darmowe. Przechwalali się tam tym, że codziennie odwiedza ich listonosz albo kurier i przynosi całe paczki darmowych prezentów. Jakoś trudno było mi w to uwierzyć, ale i tak postanowiłam spróbować, czy i mnie uda się coś w tym temacie osiągnąć. Moim celem były artykuły i
gadżety reklamowe . Od razu zabrałam się za pisanie maila. Najpierw był strasznie krótki i właściwie opierał się na 3 zdaniach, które były jednocześnie wstępem , rozwinięciem i zakończeniem. Nikt się nie odezwał. Cóż.. trzeba było zmienić taktykę. Zapytałam o rady ludzi z forum i „usłyszałam” , że powinnam stworzyć dłuższą prośbę. Tak zrobiłam. Rozpisałam się bardzo. W moim mailu zawarłam chyba całe swoje życie . Pisałam o zainteresowaniach, o pracy itp.
Dziewczyny doradziły mi, że aby otrzymać jakieś artykuły i
gadżety reklamowe muszę pisać naprawdę dużo maili dziennie. Od tego czasu ślęczałam przed komputerem po kilka godzin dziennie, rozsyłając maile do pięciuset firm dziennie. Szukałam ich za pomocą Internetu i w prasie. Ku mojemu zdziwieniu, niebawem dostałam pierwszą paczkę. Była to koszulka, pomarańczowa czapeczka, brelok, ołówek , kilka długopisów i krówek z logo firmy. Ucieszyłam się, gdy to zobaczyłam. Mnie też się udało! Ja też mogę dostawać coś za darmo. Następnego dnia skrzynka była już pełna. Przesyłki zawierały ciekawsze, i nieco bardziej wymyślne prezenty. Ale każdy cieszył tak samo. Po jakimś czasie zorientowałam się, że nie mogę już żyć bez tych gadżetów. Jak szalona biegałam do skrzynki po kilka razy dziennie, żeby sprawdzić czy był już listonosz. Moim najlepszym łupem był karton ciastek od producenta, firmowa bluza, kilka pendrivów, kompasy, mp3 i pełnowartościowe kosmetyki. Ale znam szczęściarzy, którzy takie paczki otrzymują codziennie. Co z tym później robią? Sprzedają na allegro, gdy tylko zrozumieją, że to tak naprawdę rzeczy, które zagracają mieszkanie. No bo na co komu kilkadziesiąt katalogów.. U mnie przynajmniej było czym palić w piecu.